Sorry, ale nie da się tego inaczej zatytułować. Nie da się i już. Kuchnię Malezji można porównać do rozkładówki w Playboyu (nie, nie chodzi o to, że widać cycki), jest ostra, jest w pewien sposób perwersyjna, ale naprawdę trzyma klasę i ciężko się opanować by nie obadać co jest dalej. Generalnie - pełen wypas.