Nepalska część longandrollowego
tripu zbliża się do końca i wypada podsumować miesiąc testów
lokalnego menu, zarówno w miejscach określanych jako ekskluzywne,
jak i tych mniej ekskluzywnych, a także takich, do których słowo
„ekskluzywne” jest mniej więcej tak samo właściwe jak pisanie
pięćdziesięciostronnicowego poematu dotyczącego ziemniaków*. Mam tu na myśli wszelkiego rodzaju wózki z szamą, dziury w
ścianach, prowadzące do lokalnych odpowiedników budek na dworcu
czy obiad w chacie lepionej z błota w dżungli.
Foodcore Nepal
23:18Nirvana w Nagarkot
22:02
Nie pamiętam kiedy wstałem ostatni raz z własnej woli o 5 rano. W dodatku po wieczorze przy świetle świeczek. Z braku prądu oczywiście. Chyba doznaliśmy "Nirvany". Urzeczywistnienie przyjęło swoją najwyższą postać w chwili otwarcia drzwi wychodzących na taras z betonu. Dalej już tylko dolina, tarasy rolne po drugiej stronie i coraz wyżej piętrzące się Himalaje skąpane w niebieskiej mgle przed wschodem słońca. Ale zacznijmy od początku.