Nasz skład jest już kompletny. W końcu dołączyła do nas Agata przywożąc świeże
zapasy mocy i prezenty z rosyjskiej strefy wolnocłowej. Zanim jednak doszło do
momentu radosnego spotkania na lotnisku, przedzieraliśmy się przez dżunglę Parku Narodowego Chitwan w Nepalu aby później mozolnie przedostać się prosto
w dżunglę miejską. Po trzech niełatwych dniach jesteśmy w Delhi i powoli przypominamy sobie wariactwo, które tu się odbywa. Powoli...
Od dżangli do dżangli
21:42Welcome in the jungle!
08:12
Nieuchronnie kierujemy się na południe
mapy, zostawiając Himalaje za plecami i coraz bardziej zbliżając
do Indii. Ostatnią miejscówką, którą chcieliśmy sprawdzić przed walką z indyjskim chaosem, był
park narodowy Chitwan, gdzie można pokręcić się po dżungli,
strasząc różnego rodzaju leśne stwory, umyć słonia (naprawdę
nie wiemy czemu Was tak to kręci) czy też popływać łódką po
okolicy, próbując coś wypatrzyć w 3 metrowej wysokości trawie. Co z tego wyszło?
Bhote Koshi trippin
18:41
Rafting w Nepalu, 20 km od granicy z
Tybetem? Damn, czemu nie! Choć moja wiedza odnośnie pontonowych
spływów po rwących rzekach była porównywalna do poziomu
informacji o działaniu mikrofalówki (tzn. klikasz i no... działa...
jakoś), opcja sprawdzenia jak to wygląda na jednej z najbardziej
cenionych rzek świata brzmiała zachęcająco.
Cropp'n'roll EURO 2012 support program!
19:16
W kraju zapanował EURO szał i nam się też nieco udzieliło. Jak pewnie wszyscy wiecie jesteśmy oddanymi fanami piłki nożnej, lecz niestety nie będziemy mogli wspierać naszej reprezentacji podczas mistrzostw, głównie z racji tego, że jesteśmy 6 528 km od Polski i systematycznie się oddalamy. By choć trochę dodać otuchy drużynie Smudy - hymn Euro w wersji nepalskiej!
W dziale VIDEO znajdziecie dodatkowy materiał, z udziałem najwierniejszego kibica.
Deska, triki, Himalaje
19:59(Ancient) city Rules!
17:42
Po kilku dzionach w plenerze postanowiliśmy wrócić (względnie) do cywilizacji. Spakowaliśmy się i zjechaliśmy do Bhaktapur, jednego ze starożytnych miast w dolinie Kathmandu. Masa świątyń, wąskie uliczki i klimat jak sprzed kilku wieków (potęgowany przez brak prądu), zapowiadały, że będzie spoko. No i było!
Nirvana w Nagarkot
22:02
Nie pamiętam kiedy wstałem ostatni raz z własnej woli o 5 rano. W dodatku po wieczorze przy świetle świeczek. Z braku prądu oczywiście. Chyba doznaliśmy "Nirvany". Urzeczywistnienie przyjęło swoją najwyższą postać w chwili otwarcia drzwi wychodzących na taras z betonu. Dalej już tylko dolina, tarasy rolne po drugiej stronie i coraz wyżej piętrzące się Himalaje skąpane w niebieskiej mgle przed wschodem słońca. Ale zacznijmy od początku.
Jest dzikun
08:22
Skalę dzikuna w okolicy łatwo można określić po wyglądzie lokalnego browara. Ze Specialem każdy wie o co chodzi (plaża, relaks i takie tam), Tyskie - już nieco gorzej, potem pojawiają sie piwa z dziwnymi literkami w logo itp, sygnalizujące poważne oddalenie od domu. Jednak gdy zamawiając bro w restauracji dostaje się coś takiego, to wiadomo, że jest się na końcu świata.